Mamy dla Ciebie prezent!
Odkryj kolekcję ekskluzywnych dzieł artystycznych i stań się właścicielem jednego z nich.
21h17 CEST
26/04/2026
Rywalizacja Lecha z Legią od lat rozgrzewa kibiców. Podobnie było przed niedzielnym klasykiem, choć oba zespoły walczą w obecnym sezonie o zupełnie inne cele – „Kolejorz” o obronę tytułu, a stołeczna ekipa o utrzymanie.
Drużyna z Łazienkowskiej po fatalnej jesieni odżyła pod wodzą zatrudnionego zimą Marka Papszuna, lecz tym razem nie miała nic do powiedzenia. Emocje skończyły się bardzo szybko. Już w trzeciej minucie Lech objął prowadzenie (Ali Gholizadeh), a w 21. czerwoną kartką został ukarany obrońca Legii Rafał Augustyniak.
Mistrzowie Polski bez kłopotów wykorzystali grę w przewadze. Do końca pierwszej połowy zdobyli jeszcze trzy bramki - dwie z nich Mikael Ishak, który łącznie ma 15 trafień w sezonie, a jedną dołożył Michał Gurgul.
Po przerwie jedynym pytaniem były ostateczne rozmiary zwycięstwa Lecha. Gospodarze stworzyli jeszcze kilka dogodnych okazji, ale nie zdołali podwyższyć wyniku.
W tabeli poznański lider ma 52 punkty i o trzy wyprzedza finalistę Pucharu Polski Górnika Zabrze, który już w piątek - w innym ciekawie zapowiadającym się meczu - pokonał na wyjeździe 2:1 trzecią obecnie Jagiellonię Białystok (46).
Legia spadła na 14. miejsce z dorobkiem 37 pkt. Już w najbliższy piątek podopieczni Papszuna rozegrają kolejny ligowy klasyk, podejmą na Łazienkowskiej swojego „odwiecznego” rywala - Widzew.
Łodzianie, którzy zgromadzili jeden punkt mniej od legionistów, wygrali w niedzielę u siebie z Motorem 2:0. Gole strzelili sprowadzeni zimą Carlos Isaac w 15. minucie i Lukas Lerager na początku drugiej połowy. Drugi z nich, doświadczony duński pomocnik, który jesienią był kapitanem FC Kopenhaga w Lidze Mistrzów, doznał w końcówce spotkania groźnie wyglądającej kontuzji, co prawdopodobnie wykluczy go z gry na wiele tygodni.
To oznacza, że Widzew wystąpi w Warszawie poważnie osłabiony, szczególnie w drugiej linii. Za żółte kartki będzie pauzować lider drużyny Juljan Shehu, a z powodu kontuzji kolana prawie roczna przerwa czeka Szymona Czyża.
- Ten mecz udowodnił, że nie jesteśmy bez szans i ci, którzy nas skreślili, zrobili to za wcześnie. Pokazaliśmy dzisiaj charakter. Odnieśliśmy zasłużone zwycięstwo, mieliśmy więcej okazji – przyznał trener Widzewa Aleksandar Vuković.
W niedzielę rywalizowano również w Płocku, gdzie piąta Wisła (45 pkt) przegrała z Radomiakiem 0:1 po golu Mauridesa w 73. minucie. Dla piłkarzy z Radomia to drugie zwycięstwo z rzędu, dzięki czemu awansowali na ósme miejsce - 40 pkt.
Do największej niespodzianki doszło w piątek w Lubinie. Zagłębie, która w marcu było nawet liderem ekstraklasy, przegrało z ostatnim w tabeli i mającym niewielkie szanse utrzymania Bruk-Betem Termalica Nieciecza 1:2.
Ekipa Leszka Ojrzyńskiego doznała pięciu porażek w ostatnich sześciu występach i spadła na siódmą lokatę - 44 pkt.
W sobotę Lechia Gdańsk uległa u siebie 1:2 Rakowowi Częstochowa, który awansował na czwartą pozycję (46). W dwóch pozostałych spotkaniach tego dnia - Korony Kielce z GKS Katowice 1:1 oraz Cracovii (debiut trenera Bartosza Grzelaka) z Pogonią Szczecin - padły remisy 1:1.
- Czuć w klubie, także u zawodników, optymizm. Myślę, że to dobry moment – ocenił trener Rakowa Łukasz Tomczyk. Jak dodał, po jego zawodnikach widać było, że 2 maja czeka ich ważny mecz, czyli finał Pucharu Polski z Górnikiem.
30. kolejkę zakończy spotkanie bardzo istotne dla układu w dolnej części tabeli. Szesnasty obecnie Piast Gliwice (36 pkt) podejmie plasującą się tuż za nim i mającą dwa punkty mniej Arkę Gdynia.
Zwycięstwo lub remis będzie oznaczać wydostanie się gliwickich piłkarzy ze strefy spadkowej, natomiast Arka może tego dokonać jedynie w przypadku swojej wygranej. (PAP)
bia/ sab/