Mamy dla Ciebie prezent!
Odkryj kolekcję ekskluzywnych dzieł artystycznych i stań się właścicielem jednego z nich.
10h48 CET
20/03/2025
Warszawianie przegrali pierwsze spotkanie na wyjeździe z tureckim Halkbankiem Ankara 1:3, więc by mieć szansę na awans do półfinału LM musieli wygrać w rewanżu u siebie 3:0 lub 3:1, a następnie okazać się lepsi także w "złotym secie". Pierwszą część zadania wykonali bezbłędnie i w imponującym stylu zwyciężyli 3:0, jednak "złotego seta" przegrali 12:15.
"Myślę, że zdecydowało to, że pierwszy mecz był przegrany 1:3, bez zdobyczy punktowej" - ocenił krótko atakujący Bartłomiej Bołądź.
Przyznał, że zespół zdawał sobie sprawę z tego, że przed nimi bardzo ciężkie zadanie i wygranie "złotego seta" będzie trudniejsze niż zwycięstwo w samym rewanżu.
"Wiedzieliśmy, że tak może być, że będzie ciężko, powiedzieliśmy sobie, że jest 0:0. Szkoda +złotego seta+, może zabrakło trochę agresji od samego początku. Teraz możemy tylko gdybać. Gratulacje dla Halkbanku, byli lepsi w +złotym secie+ i w całym dwumeczu" - podkreślił atakujący.
Kapitan PGE Projektu zgodził się, że większe znaczenie dla losów rywalizacji miała wysoka porażka w pierwszym spotkaniu w Ankarze.
"Czuję dumę z tego, jak zagraliśmy trzy sety w tym spotkaniu. Oczywiście jest żal i pewnie będziemy sobie pluli w brodę, że ten mecz w Turcji wyglądał tak, jak wyglądał, bo z różnych powodów byliśmy tam zupełnie inną drużyną. Tak to jest skonstruowane, że jak ktoś wygra pierwsze starcie za trzy punkty, to później ma przewagę, że może na wyjeździe trochę odpuścić, tym bardziej, jeśli ma się tak doświadczonych graczy jak Halkbank, którzy pokazują charakter i w najważniejszym momencie nie drży im ręka. Widać było, że dla nas wielką wagę ma to, co może się wydarzyć i mieliśmy z tyłu głowy, że punkty ważą więcej. Nie pamiętam, kiedy ostatnio zrobiliśmy błąd ustawienia przez moje dziewięć lat w Warszawie. To też pokazuje, że był stres" - zauważył Wrona.
"Ja jestem dumny z chłopaków, bo zostawiliśmy na boisku kawał serca i charakteru. Szkoda, że nie wykorzystaliśmy kontry przy 12:10, gdy zagrywał Jurij (Semeniuk - PAP). Teraz można sobie +gdybać+. Kawał walki. Do końca wierzyliśmy, że jesteśmy w stanie to wygrać. Trzymaliśmy ich pod wodą przez trzy sety i ciężko im było nas ograć, ale mieli tę przewagę, że mieli drugą szansę. I tą drugą szansę wykorzystali. Wygranie +złotego seta+ nie jest takie proste, jak musisz zwyciężyć w rewanżu, a potem ręce zaczynają drżeć bardziej i w głowie pojawia się myśl, że teraz już nie możemy przegrać" - dodał kapitan.
36-letni środkowy rozgrywa ostatni sezon w karierze. W swoim bogatym dorobku ma wiele medali mistrzostw Polski, z PGE Projektem w zeszłym roku wywalczył także najniższy rangą Puchar Challenge, brakuje mu jednak sukcesu w LM. Utrata ostatniej szansy na trofeum najważniejszych klubowych rozgrywek europejskich wyjątkowo go więc dotknęła i po zakończeniu spotkania w jego oczach pojawiły się łzy.
"Ja już upragnionego medalu Ligi Mistrzów nie zdobędę, ale wierzę w chłopaków, oni zasługują na to, żeby go zdobyć, będę trzymał kciuki" - powiedział łamiącym się głosem Wrona.
PGE Projekt wciąż może wywalczyć jeszcze dwa trofea w tym sezonie - w ekstraklasie oraz w Pucharze Polski.(PAP)
msl/ cegl/