Mamy dla Ciebie prezent!
Odkryj kolekcję ekskluzywnych dzieł artystycznych i stań się właścicielem jednego z nich.
07h37 CET
23/11/2025
Sensacyjne doniesienia o możliwym rychłym odejściu Papszuna z Rakowa, gdzie pracuje - z roczną przerwą - z sukcesami od 2016 roku, na pewno nie poprawiły morale jego piłkarzy. Choć „Medaliki” wygrały trzy poprzednie ligowe spotkania i dołączyły do ligowej czołówki, to w sobotę zostały wypunktowane przez zamykającego dotychczas tabelę Piasta.
Dwa gole, w tym jednego z rzutu karnego, uzyskał dla gliwiczan Patryk Dziczek, a jednego Białorusin Gierman Barkowskij. Autorem honorowego trafienia dla gospodarzy był w końcówce Norweg Jonatan Braut Brunes.
Papszun zauważył, że po raz trzeci w tym sezonie jego drużyna rozegrała bardzo słabe spotkanie po przerwie na mecze reprezentacji.
- Robiliśmy wszystko, żeby takiego słabego meczu ponownie nie zagrać, ale nie wyszło. Nie potrafiliśmy się pozbierać po straconych bramkach, a po drugiej zapanował u nas całkowity chaos, który trwał już do końca - skomentował.
A w sprawie medialnych doniesień powiedział na antenie Canal Plus, że podobnie jak bywało wcześniej, kiedy pojawiały się rozmaite spekulacje jego dotyczące, nie będzie tego komentował i w ogóle w żaden sposób nie będzie się do tego odnosił.
Raków z 23 pkt pozostał na czwartej pozycji, a Piast powiększył dorobek do 14 i opuścił ostatnią lokatę, kosztem Lechii.
Jeśli spekulacje o zamianie przez Papszuna Rakowa na Legię negatywnie odbiły się na postawie ekipy spod Jasnej Góry, to specjalnie też nie zmobilizowały pogrążonych w kryzysie legionistów.
Czekająca na ligowe zwycięstwo od 28 września warszawska drużyna, prowadzona od 31 października przez Inakiego Astiza, który zastąpił zwolnionego Rumuna Edwarda Iordanescu, nie przerwała złej serii, remisując z Lechią 2:2. Gdańszczanie stracili cenne zwycięstwo tuż przed końcowym gwizdkiem, kiery wyrównał rezerwowy Wojciech Urbański. Goście byli mocni niezadowoleni, bo sprawiali lepsze wrażenie i byli blisko zgarnięcia pełnej puli.
Legia, którą ponownie pożegnały gwizdy własnych kibiców, z 18 pkt jest 11. w tabeli, a Lechia, która przystąpiła do rozgrywek z karą pięciu ujemnych punktów za nieprawidłowości finansowe, ma cztery mniej i jest ostatnia.
Raków i Legię w czwartek czekają kolejne pojedynki w Lidze Konferencji, ale niewykluczone, że wcześniej dojdzie do trenerskiego „transferu”.
Na czele tabeli wciąż Górnik Zabrze, który już w piątek zremisował z trzecią Wisłą Płock 1:1.
Oba gole padły w drugiej połowie. Najpierw siódme trafienie w sezonie zaliczył kapitan gości Łukasz Sekulski, a wyrównał Norweg Sondre Liseth. W końcówce piłka po strzale głową Ousmane Sowa trafiła w poprzeczkę.
Lider nie wygrał drugiego spotkania z rzędu, a beniaminek przedłużył serię bez porażki do siedmiu ligowych występów, przy czym wszystkie pięć wyjazdowych potyczek w tym czasie zakończyło się identycznym wynikiem.
Trener Górnika Michal Gasparik podkreślił, że goście potrafili zneutralizować mocne strony jego drużyny, która jednak znów pierwsza straciła bramkę.
- Od tego momentu graliśmy lepiej, szybciej, znaleźliśmy pewne rozwiązania, wyrównaliśmy. Nie potrafiliśmy jednak wykorzystać energii płynącej z trybun, choć atakowaliśmy, mieliśmy okazje, były strzały... Po jednym punkcie dla obu zespołów to zasłużony wynik – ocenił Słowak.
Z kolei szkoleniowiec „Nafciarzy” Mariusz Misiura chwalił swoich piłkarzy i zaznaczył, że to nie przypadek, że zajmują takie, a nie inne, miejsce w ligowej tabeli.
W Niecieczy zmierzyli się dwaj inni beniaminkowie - Bruk-Bet Termalica pokonała Arkę 2:0 i odniosła pierwsze zwycięstwo na własnym stadionie. Gdynianie pozostają najsłabiej punktującą drużynę na wyjazdach - zdobyli tylko jeden punkt w dziewięciu występach i mają bilans bramek 2-23.
Dobrze w ostatnich tygodniach spisuje się Motor. Lublinianie w sobotę pokonali na wyjeździe Cracovię 2:1 i był to ich czwarty mecz bez porażki. Z kolei „Pasy” w tym okresie nie wygrały, co więcej, wywalczyły tylko jeden punkt.
Wszystkie gole przy Kałuży padły w drugiej połowie, a decydujące okazało się ósme w sezonie trafienie Karola Czubaka w 83. minucie.
Szkoleniowiec pokonanych Luka Elsner nie ukrywał, że to trudny moment dla jego zespołu i przyznał, że nienawidzi przegrywać u siebie.
- Myślę, że trudno coś pozytywnego powiedzieć o tym meczu. O ile pierwszy stracony gol był pechowy, to drugi padł w sytuacji, która była często trenowana - ocenił Słoweniec, który jednak nie miał pretensji do swoich graczy o zaangażowanie i ambicję.
Prowadzący Motor Mateusz Stolarski natomiast wskazał, że mimo nie najlepszej gry, trzy punkty jadą do Lublina, bo „los oddał to, co zabrał dwa tygodnie temu”. - Z Wisłą Płock wszystko było przeciwko nam, a tu niebiosa były po naszej stronie - dodał.
W niedzielę liderem może zostać Jagiellonia, która traci trzy punkty do Górnika, ale musi pokonać u siebie GKS Katowice różnicą trzech goli. Białostoczanie mają jednak zaległe spotkanie, więc „wirtualnie” są w lepszej sytuacji niż zabrzanie.
Poza meczem w stolicy Podlasia, Lech Poznań, który dotychczas również spisywał się poniżej oczekiwań, podejmie wyżej plasującego się w tabeli Radomiaka, a Widzew Łódź zmierzy się z Koroną Kielce w pojedynku zespołów, które ostatnio zapomniały jak się wygrywa.
Na zakończenie tej serii, w poniedziałek, Pogoń Szczecin zagra z KGHM Zagłębiem Lubin.(PAP)
pp/ krys/