Mamy dla Ciebie prezent!
Odkryj kolekcję ekskluzywnych dzieł artystycznych i stań się właścicielem jednego z nich.
08h07 CET
10/11/2025
Spotkanie w Szczecinie rozpoczęło się po myśli gości, którzy w 13. minucie objęli prowadzenie po indywidualnej akcji greckiego napastnika Dimitrisa Rallisa.
Później nastąpiło istne oblężenie bramki gości, a efektem tego była wyrównująca bramka Kamila Grosickiego. Gospodarze nie zwalniali tempa, a postać numer jeden meczu uczynili z bramkarza „Jagi” Miłosza Piekutowskiego.
Gdy wydawało się, że mimo olbrzymiej przewagi miejscowych (35 strzałów, w tym 10 celnych) potyczka zakończy się remisem, po kontrze w doliczonym czasie gry drugiej połowy Hiszpan Jesus Imaz trafił w poprzeczkę, a dobitka Oskara Pietuszewskiego okazała się skuteczna.
- Młodzi wygrali nam ten mecz - podsumował trener Jagiellonii Adrian Siemieniec.
Jego zespół w czwartek w doliczonym czasie gry uratował remis w spotkaniu Ligi Konferencji ze Shkendiją Tetowo, a w niedzielę zapewnił sobie ligowe zwycięstwo i przerwanie serii porażek na dwóch.
Białostoczanie mają 27 punktów, są na drugiej pozycji w tabeli i tracą dwa do prowadzącego Górnika, ale rozegrali jeden mecz mniej, więc mogą się uważać za „wirtualnego” lidera.
Ekipa z Zabrza w piątek doznała pierwszej porażki od 30 sierpnia, ulegając na wyjeździe Zagłębiu Lubin 0:2. Prowadzenie gospodarzom w 13. minucie dał Portugalczyk Leonardo Rocha, który wykorzystał błąd bramkarza gości. Wynik pięć minut po przerwie ustalił Filip Kocaba strzałem z powietrza zza pola karnego.
Trener pokonanych Michal Gasparik nie krył rozczarowania końcowym wynikiem.
- Wiedzieliśmy, że to trudny teren. Decydujący był pierwszy gol, bo później Zagłębie mogło grać, jak chciało, a nie jak my chcieliśmy. Straciliśmy gole po własnych błędach. Takie mecze z takim rywalem trzeba zagrać „na zero z tyłu”, bo później ciężko odwrócić wynik – przyznał słowacki szkoleniowiec.
Trzecia z 26 pkt i jednym pojedynkiem zaległym jest płocka Wisła, która w sobotę zremisowała w Lublinie z Motorem 1:1.
To szósty z rzędu mecz beniaminka bez porażki, ale zdołał wygrać tylko dwa z nich. W Lublinie musiał gonić wynik od czwartej minuty - na gola Portugalczyka Fabio Ronaldo odpowiedział dopiero w 77. reprezentant Wysp Owczych Andrias Edmundsson.
Trener „Nafciarzy” Mariusz Misiura przyznał, że rywale mogli prowadzić do przerwy znacznie wyżej. - Gdyby Motor wykorzystał te sytuacje, które miał w pierwszej połowie, to trudno byłoby nam wrócić do meczu. (...) Zachowaliśmy rozsądek i potrafiliśmy wyszarpać w tym spotkaniu remis. Sztuką jest zdobyć choćby jeden punkt po słabszym meczu - ocenił.
Motor, choć nie przegrał trzeciego kolejnego meczu, z 16 pkt jest na 14. miejscu.
W górę tabeli pnie się Raków. Zespół z Częstochowy w niedzielę wygrał na wyjeździe z Koroną 4:1 i było to jego trzecie ligowe zwycięstwo z rzędu. Z kolei kielczanie w piątym kolejnym występie nie potrafili sięgnąć po komplet punktów.
Zespół z Częstochowy już w 20. minucie prowadził 2:0 po bramkach Brazylijczyk Adriano Amorima i Norwega Jonatana Brauta Brunesa. Przed przerwą kontaktowego gola zdobył najskuteczniejszy z zawodników Korony Dawid Błanik. Później miejscowi dążyli do wyrównania, a w końcówce postawili już wszystko na jedną kartę, jednak zostali skarceni golami w doliczonym przez arbitra czasie gry po strzałach Patryka Makucha i Lamine Diaby Fadigi z rzutu karnego.
- Wykorzystaliśmy prawie wszystkie swoje szanse, chociaż mieliśmy jeszcze dwie doskonałe okazje. Korona miała przewagę optyczną, więcej wejść w nasze pole karne, ale konkrety były po naszej stronie – zaznaczył trener gości Marek Papszun.
Jacek Zieliński - trener Korony, która spadła na dziewiątą pozycję - ocenił, że jego zespół został wypunktowany przez Raków, ale rezultat końcowy jest za wysoki.
Tuż za Rakowem, z jednym punktem straty, plasuje się Radomiak, który w piątek pokonał Cracovię 3:0. W drugiej połowie gole uzyskali Angolczyk Capita, Jan Grzesik i Szwajcar Roberto Alves. Goncalo Feio w dwóch spotkaniach w roli trenera radomian zdobył komplet punktów.
„Pasy” jeszcze we wrześniu były wiceliderem, ale z sześciu ostatnich spotkań wygrały tylko jedno. Obecnie są na szóstym miejscu z identycznym dorobkiem jak piątkowy przeciwnik.
Od czołówki coraz bardziej odstaje też Legia, która w niedzielę w Warszawie uległa przedostatniemu w tabeli Bruk-Bet Termalice 1:2. O porażce zdecydowała kontra w doliczonym czasie gry i trafienie Andrzeja Trubehy. Ekipa z Niecieczy po raz pierwszy w historii wygrała przy Łazienkowskiej.
Beniaminek na trzecią wygraną w sezonie czekał niemal równo trzy miesiące. Zespół trenera Marcisza Brosza ma na rozkładzie także Jagiellonię i Górnika, czyli dwie najlepsze obecnie drużyny.
A Legia? W ekstraklasie po raz ostatni wygrała 28 września. Między czasie odpadła z Pucharu Polski, a jedynym promykiem nadziei było zwycięstwo nad Szachtarem Donieck w Lidze Konferencji. Spodziewanych efektów nie przyniosła zmiana trenera, gdyż bilans Inakiego Astiza we wszystkich rozgrywkach to dwie porażki i remis. Warszawianie, choć latem sporo zainwestowali w napastników, w 14 występach ligowych strzelili tylko 17 goli. Mniej mają Arka i zamykający tabelę Piast. Stąd tylko 11. miejsce w tabeli.
- Inaczej wyobrażaliśmy sobie ten mecz. W pierwszej połowie źle się poruszaliśmy. W drugiej udało się wyrównać, ale to był kolejny mecz, w którym tracimy głowę. Trudno to zaakceptować. Dajemy rywalom prezenty. Każdy z nas musi spojrzeć w lustro. W Legii gra się o zwycięstwa i tytuły. Nie wiem, co będzie dalej. Każdy z nas pokazać charakter w trudnym momencie. Liderem może być każdy zawodnik, który pociągnie drużynę. Potrzebujemy takich piłkarzy - powiedział hiszpański trener.
- Po czymś takim powinniśmy przeprosić kibiców, bo to jest wielki wstyd. Takie mecze nie mogą się powtarzać. Trudno zebrać myśli – zaznaczył doświadczony obrońca Legii Artur Jędrzejczyk.
Termalica ma 13 pkt, podobnie jak Lechia, która jednak na boisku wywalczyła ich 18, ale sezon rozpoczęła z pięcioma ujemnymi, co było efektem kary za nieprawidłowości finansowe.
W sobotę gdańszczanie pokonali przed własną publicznością Widzew 2:1. Obie bramki dla gospodarzy - w tym tę decydującą w szóstej doliczonej minucie drugiej połowy - zdobył Tomas Bobcek. Słowak z dziewięcioma trafieniami objął prowadzenie klasyfikacji strzelców.
W tej kolejce wygrały wszystkie drużyny ze strefy spadkowej. Drugie zwycięstwo w sezonie odniósł ostatni Piast Gliwice, który w derbach Śląska pokonał w Katowicach GKS 3:1.
– Najważniejsze było zwycięstwo i ono nas bardzo cieszy. Zrobiliśmy krok do przodu, ale jeszcze wiele meczów przed nami i mnóstwo ciężkiej pracy – powiedział trener Piasta Daniel Myśliwiec.
Tylko w niewiele lepszej sytuacji niż Legia jest Lech. Broniący tytułu piłkarze z Poznania do przerwy prowadzili w Gdyni z Arką 1:0, ale przełomowym momentem pojedynku była czerwona kartka, jaką 10 minut po przerwie - wskutek drugiej żółtej - ujrzał kenijski pomocnik Timothy Ouma.
Grający w dziesiątkę „Kolejorz” stracił trzy gole i przegrał pierwsze spotkanie ligowe od 12 września. Hat-trick w ciągu kwadransa skompletował hiszpański napastnik beniaminka Edu Espiau.
Lech ma 21 punktów i w tabeli zajmuje ósmą pozycję. Arka, która pozostaje niepokonana na własnym obiekcie, z 18. awansowała na 10. miejsce.
Ze względu na rozpoczynające się w poniedziałek zgrupowania drużyn narodowych przed kolejną serią spotkań eliminacji mistrzostw świata tym razem na ten dzień nie zaplanowano żadnych spotkań.(PAP)
pp/ mm/ sab/