Mamy dla Ciebie prezent!
Odkryj kolekcję ekskluzywnych dzieł artystycznych i stań się właścicielem jednego z nich.
11h17 CEST
18/04/2026
Ahonen wielokrotnie startował w zawodach Pucharu Świata w Zakopanem. Osiem razy stanął na podium na Wielkiej Krokwi, gdzie triumfował w 1999 roku.
- Oczywiście, mam mnóstwo dobrych wspomnień z Zakopanego. Zawsze były tu pełne trybuny i szaleni kibice. Szczególnie wtedy, gdy toczyłem zaciętą rywalizację z Adamem Małyszem. To było niezwykłe. Nigdy tego nie zapomnę - powiedział PAP Ahonen.
Fin wygrał 36 indywidualnych konkursów Pucharu Świata, a łącznie 108 razy stał na podium, co jest absolutnym rekordem. Szczególnie dobrze szło mu w Engelbergu, gdzie triumfował pięciokrotnie i 12 razy znalazł się w czołowej trójce.
- Pierwsze w karierze zwycięstwo w Pucharze Świata odniosłem właśnie tam. To sprawiło, że byłem pewny siebie za każdym razem, gdy skakałem w Szwajcarii. Zawsze były to dla mnie ważne zawody, ponieważ odbywały się tuż przed Turniejem Czterech Skoczni. Bardzo mi się tam podobało. Chciałem tam dobrze wypaść, żeby w dobrym nastroju wrócić do domu na święta, a potem przystąpić do TCS. Gross-Titlis-Schanze była moją ulubioną skocznią. Doskonale czułem się również na obiekcie w Bischofshofen - wspominał.
Ahonen jest jedynym skoczkiem narciarskim, który pięć razy wygrał prestiżowy Turniej Czterech Skoczni. Dokonał tego w 1999, 2003, 2005, 2006 i 2008 roku.
- Znalazłem w swoim domu wystarczająco dużo miejsca na pięć Złotych Orłów. Za każdym razem, gdy startowałem w TCS, byłem bardzo pewny siebie. Pięciokrotnie wygrałem ten turniej i 10 razy byłem na podium łącznej klasyfikacji. Sadzę, że to coś niesamowitego. Nie wiem czemu szło mi tak dobrze. Może sprzyjało mi szczęście, ale w tej części sezonu za każdym razem byłem w dobrej formie - nadmienił.
Fin często latał poza rozmiar skoczni i miał problemy z lądowaniem, co skutkowało niższymi notami za styl. Uważa, że mógłby osiągnąć więcej, gdyby przyznawano punkty za skrócony rozbieg, co obecnie jest powszechną praktyką przy skokach najlepszych zawodników.
- Kiedy byłem w dobrej formie i przeskakiwałem skocznie, to miałem problem. Być może wynikało to z tego, że byłem cięższy i wyższy od innych zawodników. Nie było więc łatwo wykonywać telemark, gdy lądowałem poza rozmiarem skoczni. Myślę, że regulacja długości najazdu, zmiana belek startowych i przyznawanie dodatkowych punktów, pomogłoby mi w moich czasach. Jednak do nikogo nie mam żalu - podkreślił.
Na zakończenie sezonu 2004/05 w Planicy odbył się niesamowity konkurs. Kilkukrotnie poprawiano w nim rekord świata. Norweg Bjoern Einar Romoeren skoczył 239 m. Ahonen uzyskał 240 m, ale po lądowaniu uderzył w zeskok plecami i tyłem głowy. Upadek wyglądał bardzo groźnie. Fin opuścił skocznię na noszach. Po latach wyjawił, że był wtedy pod wpływem alkoholu i zmęczony po sobotniej imprezie.
- To był jeden z najlepszych sezonów w mojej karierze. Drugi raz zdobyłem Kryształową Kulę. Jednak pod koniec nie miałem już tak dobrych wyników. W sobotnim konkursie w Planicy nie wypadłem najlepiej. Natomiast w niedzielę byłem „zrelaksowany”... Nie wiem jednak, czy wylądowałbym, gdybym był trzeźwy i dzień wcześniej nie imprezował. W każdym razie w niedzielę oddałem dobre skoki - zaznaczył.
Ahonen darzy wielkim szacunkiem Kamila Stocha, który pod koniec marca w Planicy zakończył swoją niezwykłą karierę.
- Kamil był niesamowitym zawodnikiem i moim dobrym przyjacielem. Zresztą generalnie w skokach narciarskich jesteśmy jedną wielką rodziną. Przez wiele lat rywalizowałem z Adamem (Małyszem - PAP), a potem pojawił się Kamil i też toczyliśmy zaciętą walkę. Pamiętam szczególnie konkursy w Zakopanem, gdzie rywalizacja z Polakami, przy tak wielu kibicach, wzbudzała szczególne emocje - wspominał.
Finowie przez większość historii skoków narciarskich należeli do światowej czołówki. Te czasy już minęły. Ostatnim Finem, który wygrał zawody Pucharu Świata, był Anssi Koivuranta w 2014 roku. Jednak w tym sezonie pojawiły się oznaki poprawy. Antti Aalto i Niko Kytosaho stanęli na podium w konkursie duetów w Lahti. Ponadto Aalto zajął trzecie miejsce w Oslo.
- Oczywiście mam nadzieję, że Finlandia wróci do światowej czołówki. Jak wszyscy wiemy, za nami trudne lata. Antti i Niko mają duże doświadczenie z Pucharu Świata. Przez długi czas nie mieli sukcesów, ale teraz zobaczyli, że ich skoki wystarczą na pierwszą dziesiątkę, a nawet na podium. Myślę, że to pomoże im w przyszłości. Liczę też, że pojawi się więcej młodych Finów - analizował.
Według niego głównym powodem zapaści w fińskich skokach było to, że zaczęło brakować juniorów, młodzież przestała garnąć się do tej dyscypliny.
- 20 lat temu było ich znacznie więcej, więc wtedy łatwiej było znaleźć utalentowanych skoczków. Później ta liczba spadła i pojawił się problem. Teraz jednak znowu mamy więcej juniorów, zwłaszcza wśród dziewcząt. Powrót na szczyt pewnie zajmie jeszcze kilka lat, ale myślę, że teraz w Finlandii wygląda to znacznie lepiej - ocenił Ahonen.
Maciej Gach (PAP)
mg/ pp/